W tłusty czwartek króluje pączek

0
579

Sharing is caring!

Według szacunków w tłusty czwartek zjadamy w Polsce około 100 milionów pączków, czyli po kilka na statystyczny brzuszek. Ale ze tej liczby tylko niewielka część pochodzi z własnego wypieku, więcej z małej wytwórni, a najwięcej z wielkoprzemysłowych produkcji.

Czyli z tej wielkiej liczby pączków najwięcej zjadamy tych, które w swoim składzie mają emulgatory, substancje spulchniające, regulatory kwasowości, substancje smakowo-zapachowe, utwardzane tłuszcze, barwniki, substancje konserwujące. Te „pączko-podobne” produkty są wytwarzane z najmniej wartościowych surowców, na skalę przemysłową i dlatego kosztują najmniej i dlatego są bardzo niezdrowe i dlatego smakują, tak jak smakują.

A żeby pączek był smaczny i zdrowy lista jego składników powinna być krótka. Bo pączek do bycia pączkiem potrzebuje niewiele. A oto jedna z najtrafniejszych charakterystyk pączka: „…pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku, znowu rozciąga się i pęcznieje, jak gąbka do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska”. Tak pięknie i trafnie napisał o pączkach Jędrzej Kitowicz w XVIII wieku („Opis obyczajów za panowania Augusta III”). Urody pączkowi dodaje też jasna obwódka, dookoła, która potwierdza, że był wypiekany na świeżym oleju.

Ale pączki były w naszej kulinarnej kulturze dużo wcześniej. Tylko, że przodek dzisiejszego pączka jeszcze w XV wieku był wyrabiany z ciasta chlebowego, nadziewanego boczkiem, kiełbasą, mięsem, smalcem albo skwarkami. Taki pączek wcale nie był słodki i był po prostu twardy.

Dopiero od XVI wieku rozpowszechniło się bardziej jadanie słodyczy, ale tych o wiejskim rodowodzie, prostych w przyrządzaniu i z niewyszukanych składników jak np. racuchy. Zarazem był to czas sprowadzania na dwory magnackie i bogatej szlachty kucharzy z Francji i stąd mamy ciasta francuskie, torty, biszkopty…

Sam pączek w obecnej postaci według niektórych źródeł miał przybyć do nas z Wiednia, a inni badacze historii kulinarnej wskazują na kierunek turecki. Te pochodzące z kuchni imperium otomańskiego były małymi kulkami z wgłębieniem po środku. Podawano je w słodkim syropie.

Przy tej okazji warto podkreślić nasze regionalne tradycje, które dzielnie walczą z dominacją warszawskiego typu pączka. Na Kaszubach dawniej zajadano plińce, czyli małe smażone placki, z ziemniaków startych na tarce, z dodatkiem jajek, mąki, maślanki i soli. Polewano je śmietaną i posypywano cukrem. Dalej od morza na południowych Kaszubach smażono ruchacze, czyli placki z ciasta drożdżowego.

Purcle, to małe pączki, które widnieją liście produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Tradycyjne purcle formuje się z ciasta, które wyrabiane jest z mąki z dodatkiem drożdży, jaj, cukru, mleka, masła i kieliszka spirytusu. Nadzienie stanowią powidła. Purcle smaży się na rozgrzanym smalcu albo oleju, a potem posypuje cukrem pudrem. Jeżeli nie są nadziewane, nakłada się na nie konfiturę.

Mamy też swoje regionalne preferencje, co do smaku nadzienia. W Poznaniu najczęściej wybierane są pączki o nadzieniu wiśniowym, a w Warszawie trwa dominacji nadzienia z róży.

Od kilku stuleci symbolem ostatniego czwartku karnawału jest pączek i według tradycji powinniśmy zjeść tego dnia przynajmniej jeden. A jaki to już wybór należy do nas.

BRAK KOMENTARZY