Jak wygląda sklepik szkolny z perspektywy sklepiku szkolnego

Sharing is caring!

czas pracy sklepik szkolnyW medialnej dyskusji o asortymencie sklepików szkolnych od 1 września 2015 roku, często sklepiki szkolne są porównywane do zwykłych sklepów. W jednym z komentarzy autor (Gazeta Prawna: Koniec prostego zarobku) podkreśla nawet, że skoro zwykle jest jeden sklepik w szkole, to mamy do czynienia z pewnego rodzaju monopolem. A w takiej sytuacji państwo może nakładać dodatkowe ograniczenia, w tym przypadku dotyczące asortymentu. Odnoszę wrażenie, że osoby tak chętnie wypowiadające się już dawno nie były w szkole i nie robiły zakupów w sklepikach szkolnych.

W trakcie tej medialnej dyskusji, pomijana jest specyfika pracy osób prowadzących sklepiki. Zaznaczam, że wśród moich znajomych ajentów większość stanowią osoby, które od dawna przygotowują się do zmiany w prawie. Nim opublikowano projekt rozporządzenia ministra zdrowia wyeliminowaliśmy z półek przemysłową żywność, a często otwieraliśmy swoje szkolne miejsce pracy od razu ze zdrowym asortymentem na półkach. Praktyczny wymiar pracy sklepików szkolnych obrazują niuanse, o których w trakcie medialnej debaty nikt nie wspomina. Które powodują, że sklepik szkolny nie jest zwykłym biznesem.

Weźmy jeden z elementów, który determinuje skalę obrotu, czyli czasu pracy z klientem z perspektywy sklepiku szkolnego. Policzmy:

Czas przed lekcjami: 7:30-8:00
Lekcja: 8:00- 8:45
Przerwa: 10 minut
Lekcja 8:55- 9:40
Przerwa: 10 minut
Lekcja 9:50-10:35
Przerwa: 10 minut
Lekcja 10:45-11:30
Przerwa: 20 minut
Lekcja 11:50-12:35
Przerwa: 15 minut
Lekcja 12:50-13:35
Przerwa: 15 minut
Lekcja 13:50-14:35
Przerwa: 10 minut
Lekcja 14:45-15:30
Przerwa: 10 minut
Lekcja 15:40-16:25
A potem na szkolnych korytarzach hula wiatr, chyba że szkoła pracuje na trzy zmiany.

Czyli dobowy czas sklepiku szkolnego, w tym efektywny czas na obsługę klienta, czas na sprzedaż to: 30+10+10+10+20+15+15+10+10=130 minut. Czasem ktoś zajrzy po lekcjach. Dodajmy 20 minut. W sumie około 150 minut dziennie. To daje dwie i pół godziny.

W medialnej dyskusji pomijany jest jeszcze jeden element kluczowy: obrót. Dziecko ma w ręku złotówkę, starsze kilka złotych. Raporty z kasy fiskalnej pokazują, że większość zakupów to maksymalnie kilku złotowe transakcje. Ilu klientów można obsłużyć przez 10 minut przerwy, przez okienko metr na metr, z magazynem wielkości kilku metrów kwadratowych.

A jeszcze kłania się psychologia małoletniego klienta. Dziecko chce kupić wszystko, co widzi i co mu się podoba. Kilkakrotna zmiana decyzji to raczej zwykła sytuacja. Wiąże się to z obsługą kasy fiskalnej. Nabić-skasować, nabić-skasować… Kto wie, o co chodzi ten rozumie.

Ale kocham tą pracę i proszę tylko o jedno. Dajcie nam szansę się dostosować do nowej sytuacji prawnej. W trosce o zdrowie własnych dzieci dajcie nam szansę. Może w ten sposób razem zbudujemy w szkołach powszechną sieć punktów, w których dzieciaki będą mogły kupować zdrowe drugie śniadania i przekąski, a także zdrowe napoje.

Ale proszę w tej dyskusji pamiętajmy, że sklepik szkolny to miejsce pracy, a nie biznes. Sklepik szkolny to mikroprzedsiębiorstwo, któremu wyznaczono nowe reguły funkcjonowania i dano kilka tygodni na dostosowanie się. Kilka tygodni w wakacje. Faza lobbingowa tej zmiany prawnej trwała kilka miesięcy. Ajenci sklepików szkolnych proszą tylko o okres przejściowy.

Jeśli się zgadzasz to podpisz petycję www.petycjeonline.com/sklepiki_szkolne

 

imię i nazwisko do wiadomości redakcji